HISTORY OF CRAZY IVAN, autor: Dafner


  To by kolejny upalny dzie na pustkowiu. Pamitam, e patrzyem jak krople mego potu paroway, kapic na popkan, wyschnit na wir ziemi. Nie wiem jak udao mi si trafi w tamto dziwne miejsce. Tego miasteczka nie byo na adnej znanej mi wtedy mapie Zachodniego Wybrzea. Jego mieszkacy nazywali je Creek Town, lecz w mylach zawsze bd je wspomina jako dziur zabit dechami, a czas jaki w nim spdziem porwnywa do kary za wszystkie me grzechy.
  W rzeczywistoci nie byo tam a tak le. Mieli caodobowy bar, ktrego nazwy ju nie pamitam, by te magazyn miejski, ranczo, a nawet posterunek szeryfa. Cao ksztatoway prymitywne chaty pozbijane z metalowych pyt. Do tej pory zastanawiam si jak ci ludzie mogli w nich y - przecie nie chroniy one ani przed upaem, ani przed nocnym chodem. Musz jednak przyzna, e wiatr si do nich nie dostawa, a to wanie on sprawia najwicej problemw na otwartym terenie.
  By to czas, w ktrym koniecznie potrzebowaem schronienia, a Creek Town mogo mi je zapewni. Powiem nawet wicej. To zadupie mogo mi zaoferowa wicej, ni mona by si po nim spodziewa. W kocu bar mia wasne rdo zasilania, dziki czemu mg funkcjonowa przez ca dob. Interes si krci bo znudzeni i zmczeni prac mieszkacy mogli si wieczorami rozerwa pijc taniej jakoci Booz.
  W kadym bd razie koniecznie musiaem gdzie osi na kilka dni. Burza jaka rozptaa si w New Reno zdecydowanie mnie przerastaa. Pamitam, e zgubiy mnie dwie saboci, wiadczce o mojej prostocie. Jedn z nich wietnie odzwierciedla powiedzenie: "Ciekawo to pierwszy stopie do pieka", a ja wtedy byem ju w poowie drogi do taty Lucyfera, o ile nie zstpi on na ziemi wieki temu. Chciabym teraz mc cofn czas, by nie da si zawadn ciekawoci i nie otwiera walizki nalecej do pana Mordino. Skutek by oczywisty - musiaem taszczy jej zawarto przez ca Kaliforni, eby nie da si zapa jego ludziom. Co do drugiej przyczyny mojej ucieczki z New Reno. Najprociej bdzie uj j jednym sowem: "kobieta", a raczej moja sabo do kobiet.
  Wracajc jednak do rdzenia tej opowieci. Ot doskonale pamitam dwie zasady jakie narzuciem sobie wchodzc do Creek Town. Jedn z nich notorycznie amaem:
"Nie wdawaj si w rozrby Ivan, a wyjdziesz std ywy".
Tre drugiej zasady miaa mi zagwarantowa, i bd przestrzega pierwszej z nich, a brzmiaa ona:
"Za trzy dni wyruszysz w drog do San Francisco, a wtedy nikt ci ju nie podskoczy". Jak si pniej okazao druga zasada zawioda moje oczekiwania.
  Pierwsz rzecz jak uczyniem byo udanie si do baru. Tak... Teraz sobie przypomniaem. Nazywa si on "Lee Radskorpiona". Od zewntrz budynek robi wraenie. By zbudowany z cegie, a zawiasy drzwi i okiennic byy nasmarowane oliw, co zapobiegao ich skrzypieniu. W rodku panowa pmrok, a powietrze zdawao si by cikie od wszechobecnego dymu papierosowego. O tej porze dnia - a byo poudnie - Lee Radskorpiona wiecio pustkami. Udajc si w stron blatu baru kaszlnem dajc zna wacicielowi o mej obecnoci.
- Cholerny kurz, wszdzie go peno. Oddycha nie mona - powiedziaem to dopiero gdy ten wychyli si z wnki za barem.
- Taa...! To pustynne powietrze drani gardzioo. Napij si Boozu. Nic tak nie pomaga jak osiemdziesit procent alkoholu pieszczcych twe kubki smakowe, a Booz mojej roboty wyjtkowo kopie i pomaga zapomnie.
  Teraz auj sw, jakie wypowiedziaem w odpowiedzi na propozycj barmana ale wtedy wydaa mi si ona sensowna i niezwykle kuszca. Tak naprawd byem uzaleniony od picia alkoholu.
- Polej a ja wrzuc kilka kapsli do tamtej starej szafy grajcej pod cian.
- Si robi! - odpowiedzia barman sigajc za siebie po butelk Boozu, stojc na pce.
  Gdy szedem w stron szafy grajcej mylaem o blinie na jego czole. Cigna si powyej lewego ucha, a koczya si w miejscu przecicia z lini bdc przedueniem jego nosa. Jako, e by ysy doskonale byo wida uszkodzenia czaszki, najprawdopodobniej powstae po uderzeniu jakim ostrym, cikim narzdziem.
  Zawarto szafy grajcej dawaa duo do yczenia. Spord dziesitek utworw w stylu country wygrzebaem co bardziej nastrojowego - mianowicie pyt Louis'a Armstrong'a z rozpoczynajcym j utworem "What A Wonderful World". Z tego co sobie przypominam szafa si zacinaa, wic po wrzuceniu piciu kapsli nic nie grao. Dopiero sowa barmana:
- Cierpliwoci kolego. Daj si jej rozpdzi - zaegna narastajcy we mnie gniew.
  Wczyem jeszcze kilka kawakw z tej pyty. Byy to chyba "Jeepers Creepers" - pozycja numer dziesi - oraz "A Kiss To Build A Dream On" - pozycja numer sze. Gdy odchodziem od szafy do pomieszczenia weszy dwie osoby. Mczyzna wyglda na nieletniego. Mia rewolwer przy pasie, ktry zdecydowanie by wikszy od jego przyrodzenia. Na gowie nosi kowbojski kapelusz i w ogle jako wyglda na zabijak rodem z filmw o dzikim zachodzie. Z t niewielk rnic, e wypatrzyem u niego na piersi odznak zastpcy szeryfa. Kobieta, ktr cign za sob - dosownie rzecz ujmujc - wygldaa na prost niewiast, ktrej ycie polegao na wykonywaniu najstarszego zawodu na wiecie, co zreszt byo bardzo powszechnym rdem zarobku u pci piknej. Wracaem wanie do baru by oprni sw butelk Boozu, gdy ten modzik krzykn do barmana:
- Bierzemy jak zwykle trjk Bob - po czym wzi moj butelk pod pach i uda si do podziemnej czci baru.   Po tym drobnym incydencie byo ju pewne, e pierwsza zasada zostanie zamana. Wiem, e wtedy tre drugiej zasady najzwyczajniej wypada mi z gowy, tak jakby jej w ogle nie byo. Na szczcie narastajca we mnie zo nigdy nie uzewntrzniaa si przedwczenie. Dlatego te podszedem ze spokojem do baru, po czym ironicznie powiedziaem:
- Podaj mi wdzon iguan na patyku... Bob.
  Gdy ten skoczy na zaplecze by poda mi posiek, pojawi mi si przed oczami obraz. Przedstawia on tego szczeniaka z rewolwerem wsadzonym w jego wasn dup, a potem w uszach dudni mi tylko guchy odgos wystrzau. Gdy skoczyem je iguan, doskonale wiedziaem co zrobi zastpcy szeryfa gdy go dopadn. Jednak gniew nie odebra mi rozsdku do reszt. Spokojnie, a zarazem ciekawsko spytaem:
- Kim bya ta parka... mog ci mwi po imieniu Bob?
- Pewnie, ale radz ci nie zadziera z synem szeryfa. Chopak nazywa si Billy i ma pierdolca na punkcie dzikiego zachodu. Sam chce eby mwiono na niego Billy The Kid, jak na tego sawnego bandyt z pradawnych legend.
- Czsto zabawia si z kobietami w ten sposb?
- Hmmm... W sumie to chyba czsto. Widuj go tu trzy razy w tygodniu. Co tydzie opaca wynajem pokoju na siedem kolejnych dni, tak wic jak dla mnie nie ma znaczenia kogo do niego zaprasza i co tam robi. Pilnuj tylko wasnego nosa i dbam jedynie o to by interes si krci jak najlepiej.
- Dziki za iguan i za informacje Bob. Masz jaki wolny pokuj?
- Pewnie. Niewielu przybyszw wita w Creek Town, wic z pokojem nie bdzie najmniejszego problemu. Masz tu klucze do szstki. Wejd przez te drzwi po twojej lewej, potem schodami w d, a znajdziesz si w ciemnym korytarzu. Po obu stronach s wejcia do pokoi. Miego odpoczynku.
- Dziki - powiedziawszy to uregulowaem rachunki dorzucajc kilkanacie kapsli napiwku, poczym udaem si wedug wskazwek Boba.
  Na odchodnym barman powiedzia pod nosem:
- Nie ma sprawy kolego, stary Bob jest zawsze do usug.
  Zszedem do podziemnej czci Lea Radskorpiona. Widok jaki tam zastaem dao si przewidzie. Byo ciemno. Powiem nawet wicej - byo bardzo ciemno. Z ledwoci dao si dostrzec skpe zarysy schodw, ktrymi tu zszedem. Mino jednak ju kilka chwil wic moje oczy zdyy przyzwyczai si do panujcego tam mroku. Wtedy to wanie z ciemnoci wyoniy si przede mn kontury drzwi. Gdy je uchyliem blade wiato olepio me oczy. No moe teraz troch przesadziem. Po prostu w korytarzu zwisaa z sufitu zapalona arwka. Byo jednak na tyle jasno, e dao si dostrzec popkane i sprchniae drewniane pale, podpierajce strop i ciany. Wszdzie byo peno wyschnitej szarej ziemi, ktra wchodzia we wosy, oczy, uszy, nos - dosownie bya wszdzie. Ten py - bo chyba to jest lepsze okrelenie - przyklei si do mego spoconego ciaa, zamieniajc si w botnist ma. Po chwili cay byem w bocie. To tylko podsycio m wewntrzn zo i niewiele ju brakowao bym j uwolni. Pamitam jeszcze, e byo tam o wiele chodniej ni na powierzchni. Ciemno, brudno ale przynajmniej chodno. Ruszyem naprzd. Dostrzegem drzwi do pokoi, lece naprzeciwko siebie - parami. Minem pierwsz par (po prawej czwrka, a po lewej jedynka), drug (po prawej pitka, a po lewej dwjka). W kocu doszedem do trzeciej, a za razem ostatniej pary drzwi (po prawej szstka, a po lewej trjka). Ju miaem wkada klucz do zamka, gdy z za plecw dobiegy do mnie niepokojce odgosy. Sycha byo jki oraz potworny, kobiecy krzyk. Tak szczerze mwic to wynajmujc pokj u Boba wanie tego si spodziewaem. W kadym bd razie ju wtedy stao si oczywiste, e pan may kutas zastpca szeryfa dugo ju nie pocignie. Teraz troch mi go szkoda bo w sumie by jeszcze mody, a przyszo tego wiata ley w rkach modziey. Ale wracajc do opowieci... Z moich byskawicznych oblicze wynikao, e Billy powinien ju si upora z butelk Boozu, ktrej zawartoci to ja miaem si rozkoszowa. Dla takiego szczeniaka wypicie jej caej powinno wywoa nie lada karuzel. W tej wanie chwili najzwyczajniej w wiecie puciy mi hamulce. Wszystkie pokady zoci, jakie nagromadziy si we mnie od rana uszy z mojego wntrza, a ciao i umys stay si nadzwyczaj pobudzone. Przypierdoliem z buta w drzwi z tak si, e prawie wyleciay z zawiasw. Gdy czowiek kopie tak mocno, mimowolnie wpada do pomieszczenia. W tym samym momencie - ju bardziej odruchowo - dobyem swojego Desert Eagla i wymierzyem prosto przed siebie. Ach jak sobie teraz przypomn t giwer. Dbaem o ni jak o swego Wacka. Powiem nawet wicej. Ta bro bya przedueniem mojej mskoci i byem z tego dumny. W kadym bd razie widok jaki zastaem w pokoju da mi pniej do mylenia.
  Wpadem wic do rodka rozpdzony niczym pocisk. Ale co si dziao? Kobieta zupenie naga, leaa na ku twarz do materaca, a zastpca szeryfa trzyma jej odkrcon butelk Boozu w dupie. Po chwili wycign j, by spija nadmiar trunku, ktry najwyraniej si w jej odbycie nie pomieci. Kobieta dara si w niebogosy, a ja do teraz nie jestem pewien, czy byy to wrzaski rozkoszy, czy cierpienia. W kadym bd razie nie byo ju odwrotu. Prawda jest taka, e gdy ju "wpadam w furi" - bo tak nazywam stan, w jakim si wtedy znalazem - musz co zrobi z t ca zoci, ktra si ze mnie ulatnia. Wtedy przelaem j na osiem nabojw z magazynku mojego Desert Eagla. A... Wanie jeszcze co mnie wtedy poruszyo. Widziaem jak Booz wypywa z tyka tej panienki, a zastpca szeryfa nie nada z jego piciem i to czego nie dopija wsikao w materac ka. Boe! A mnie wtedy serce zabolao. Co za marnotrawstwo. Ale mniejsza o to. Niech wrc do tego, jaki skutek miao oprnienie caego magazynka mojej cudownej srebrzystej giwerki, skierowanej w stron Billyego i jego koleanki. Ot kobieta oberwaa dwa razy. Pierwsza kula trafia w rami czynic stosunkowo niewielkie obraenia. Nie przesza jednak na wylot, tylko zatrzymaa si na koci amic j. Paniusia przeyaby gdyby nie drugi pocisk. Ten trafi j w szyj rozrywajc j prawie na p. Krew trysna a do sufitu, plamic cay pokj czerwieni. Tak sobie myl, e szkoda troch tej pani, bo chtnie bym sobie teraz zachdoy.
  Co do syna szeryfa... Musz przyzna, e chopak by twardszy ni mona by przypuszcza. Dwa razy oberwa prawie w to samo miejsce. Te dwa pociski oderway mu rk na wysokoci okcia. Dosta jeszcze w plecy, ale bya to tylko powierzchowna rana. Gdy mogoby si zdawa, e jest ju po wszystkim, ten si na mnie popatrzy z wciekoci w oczach, wycign butelk Boozu z dupy tej paniusi, a nastpnie rozbi j na kamiennym stoliku, po czym rzuci si na mnie z wrzaskiem. Wiedziaem, e nie byo czasu na przeadowanie broni. Z za pasa wycignem mj stary n bojowy, ktry nie raz uratowa mi ycie na pustyni. Chopak skoczy na mnie jak jaka cholerna wiewira. I co mogem zrobi? Po prostu ruszyem do ataku. Zrobiem dwa szybkie kroki po czym rozpruem mu bebechy, gdy ten si we mnie zamachn rozbit butelk. Jak na ironi trafi w teczk pana Mordino, ktr cay czas miaem przypit kajdankami do lewej doni. Gdyby nie ona zmasakrowaby mi twarz. Ju po wszystkim pozwoliem sobie wyadowa reszt swej zoci i wypruem mu flaki. Jak ju nie byo czego wypruwa, doszedem z powrotem do siebie. To co zobaczyem w chwili, gdy si opanowaem przypominao rzeni w Modoc. Do mego umysu dotary wreszcie obrazy ukazujce wntrze pokoju. Wczeniej, kiedy furia zawadna mn caym, widziaem tylko ciemne, rozmyte ksztaty umeblowania. Billy wraz z t dziewczyn byli jedynymi wyranymi obiektami jakie mogem dostrzec. To tylko na nich mogem przela ca t zo. W kadym bd razie pokj wyglda cakiem schludnie, no moe poza rozbryzgnita krwi na cianach, czy kawakami jelit zastpcy szeryfa, lecymi na ziemi obok jego ciaa. Staem tak w bezruchu jeszcze przez kilka chwil. Nagle z korytarza usyszaem biegncego w moim kierunku Boba. Schowaem bro do kabury, wczeniej zmieniajc magazynek, po czym odwrciem si twarz w stron wywaonych drzwi. W tej samej chwili barman dobieg do koca tunelu i nie mogc zapa tchu wybekota kilka sw, ktrych nie dao si zrozumie, ale z kontekstu wynikao, e powiedzia co w stylu:
- Co ty kurwa narobi! Odpierdolio ci czy co!?
  Jako, e po napadzie furii jestem zupenie odprony i spokojny odpowiedziaem:
- Bob... Przyjacielu... We gboki wdech bo widz, e ci bezdech apie.
  O dziwo postpi wedug mojej rady, cho zdecydowanie bya ona ironiczna. Tak szczerze mwic, Bob nie wyglda na zbyt inteligentnego czowieka. Gdy wzi trzy wdechy, znienacka wycign kij baseballowy z za plecw i zacz mi grozi. Wygldao to tak jakby spodziewa si, e to ja bd lee martwy na ziemi, a nie Billy:
- Ty skurwysynu! Masz teraz przepierdolone. Gdy szeryf si dowie, e zamordowae jego synalka, osobicie ci wykastruje, a potem kae ci je wasne jaja! Kurwa! Zjawie si dwie godziny temu i ju zabie dwoje ludzi. Kim ty w ogle kurwa jeste! Wypierdalaj lepiej std bo jak nie...
- ...To co? - wtrciem - Co zamierzasz zrobi tym kijkiem? Chyba jeste niepowany. Pamitaj, e to ty wynaje mi pokuj i to ty wpucie mnie do tej czci baru. A z tego co widz spodziewae si, e Billy mnie zaatwi, eby mg si dobra do mojej walizki. Widzisz jacy ludzie s proci? Przebyem Kaliforni wzdu i wszerz i wszdzie s tak samo apczywi. Musisz wiedzie, e nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz znalazem si w takiej sytuacji, a nie kady barman by na tyle inteligentny, eby mi si nie sprzeciwia. Pamitaj, e zawsze i ciebie mog wynie std w plastikowym worku.
- O ty...! Grozisz mi!? - Tak jak mwiem wczeniej. Bob nie by zbyt inteligentny.
- Nie... Ja ciebie tylko pouczam. Pamitaj, e jeli ten incydent wyjdzie na jaw, gwatownie spadn ci dochody, a ludzie z miasteczka bd chcieli ci jeszcze ukamienowa.
- Nie...! To nie moe tak by! Ale musz przyzna ci racj. Zreszt chuj z interesem. Problem bdzie jeli szeryf si dowie, e to tutaj zgin jego syneczek.
- Widz, e si rozumiemy - powiedziaem z umieszkiem na ustach.
- Oboje siedzimy w tym gwnie, wiem co moemy zrobi z ciaami, ale to ty pokryjesz wszelkie koszty.
  Wtedy si do niego lekko umiechnem, klepnem go w rami, i skierowalimy si do wyjcia na powierzchni. Aha... powiedziaem mu jeszcze:
- Pienidze to nie problem Bob.
  Pomimo tego, e Bob nie grzeszy inteligencj, wpad na cakiem niezy pomys. Plan by prosty, ale pono najprostsze rozwizania s zawsze najlepsze. Ja miaem si zaj "sprztaniem po imprezie", a on mia wtajemniczy we wszystko Bucka. Buck prowadzi hodowl dwugowego byda zwanego brahminami. Z tego co mwi Bob te bestie s strasznie aroczne, a przy tym tpe jak supermutanty. Jedz wszystko co si im wrzuci do koryta. Gdyby udao nam si przekupi Bucka, zanielibymy zwoki za miasto, gdzie znajduje si jego hodowla. Potem powiartowalibymy ciaa na drobne plasterki, a brahminy zrobiy by za nas reszt. Problem mgby si pojawi z przekonaniem szeryfa, e Billy wyruszy na zachd w poszukiwaniu swojej kobiety, ktra rzekomo wpada w rce owcw niewolnikw, podczas powrotu ze swej rodzinnej wioski. Historyjka bya o tyle wiarygodna, e Billy by jeszcze mody i gupi. Myla kutasem, a ten mgby mie sucho w upalne dni bez swojej cipeczki. Gdy tylko Bob zamkn knajp z powodu rzekomej usterki zasilania, zabraem si do roboty. Gdy sign teraz pamici w dalek przeszo przypominam sobie, e za zwyczaj to ja zajmowaem si sprztaniem baaganu po tego typu zajciach. Pamitam motyw u Freda z New California Republic, gdy jeden z jego niewolnikw rzuci we mnie kawakiem wasnego kau. W sumie Fredowi si nic nie stao ale nie do, e musiaem zapaci za niewolnika, ktry nie nadawa si ju do niczego gdy z nim skoczyem, to jeszcze musiaem sprzta jego wntrznoci i ciera krew ze cian celi, w ktrej siedzia. Innym razem rzuciem si na jakiego bezdomnego, ktry by tak napany, e pomyli mnie z drzewem i najzwyczajniej w wiecie wyszcza si na moje nowe buty. Potem cay margines spoeczny z Den ba si do mnie zblia. A ja po prostu wykroiem w jego ciele dziur, do ktrej oddaem mocz. Incydent mia miejsce w noclegowni dla bezdomnych, wic i tam musiaem za sob sprzta. Na szczcie jej waciciel by moim starym znajomym i uszo mi to pazem. Ze zwokami Billego i jego panienki nie byo a tak tragicznie. Ciaa byy w jednym kawaku - nie wliczajc odstrzelonej rki chopaka. Jedynym problemem byo cieranie krwi z sufitu i rogw pokoju. Zreszt nie robiem tego a tak dokadnie. ciany i tak byy pokryte rdzawym nalotem, a w rogach i ktach byo peno pleni. Zwoki zawinem w star, poniszczon pociel, podog polaem jak cholernie brudn wod, nadajc si jedynie do podlewania cierni, ktre daway jadalne owoce. Zreszt gdy oprniem dwa wiadra tej wody na pododze powstaa centymetrowa warstwa czarnego osadu, ktra zakrya krew. Ze cianami byo troch wicej roboty ale Bob mia star farb olejn, ktr wczeniej musiaem rozrobi z t brudn wod. Zabawiem si wic w malarza, a zarazem w dekoratora wntrz. Okazao si, e farby nie starczyo do wymalowania caego pomieszczenia. Musiaem wic szaf wraz z komod postawi tak, by zasaniay krwawe plamy, na ktre nie starczyo ju farby. Uwinem si ze wszystkim jeszcze przed zmrokiem, a w ramach odpoczynku po pracy zjadem sobie suszone miso brahminw ze spiarni. Boba nie byo jeszcze przez jaki czas, a ja siedziaem sam w Leu Radskorpiona, walczc ze swoim naogiem.   Tak chciao mi si pi, e w pewnym momencie donie trzsy mi si jak szalone, a wok siebie widziaem twarze ludzi mwicych do mnie:
- Musisz si napi Ivan.
- Booz dobrze wpywa na cer.
- Pij a zaznasz ukojenia.
  W kocu straciem opanowanie i rzuciem si za bar. Odkrciem napoczt ju butelk, po czym przechyliem j, by wla ca zawarto do garda jednym ykiem. Niestety zamiast Boozu otrzymaem cios z paskiego w twarz, a butelka wylizgna mi si z rk i upada na ziemi. Gdy si opanowaem ujrzaem Boba mwicego co do mnie. Such odzyskaem dopiero po paru chwilach, a szum w uszach zagusza wszystkie odgosy z otoczenia. W kadym bd ostatnie sowa wypowiedziane przez barmana brzmiay:
- ...I zapacisz jeszcze za t butelk Boozu. A teraz chod, pomog ci sprzta ten pokj.
  Zeszlimy do podziemnej czci baru. Przypominam sobie, e Bob mnie czym rozmieszy. Tak pamitam, e miesznie skomentowa widok jaki zasta w pokoju. Powiedzia:
- Stary... Szybko si z tym uwine. Wyglda na to, e masz wpraw w sprztaniu ludzkich cia.
  Na te sowa odpowiedziaem gonym miechem, po czym odruchowo klepnem barmana w plecy mwic:
- Taa... Ojciec mnie uczy. Ale teraz na powanie. Rozmawiae z Buckiem?
- Rozmawiaem z nim. Staruszek Buck jest mi winny przysug. Powiedzia jednak, e musi co z tego mie, bo w kocu bdziemy uywa jego spalinowej rozdrabniarki.
- Rozdrabniarki?
- Tak... Wiem, e ty chtnie zrobiby to wasnymi rkoma, ale nie bdziemy si z tym pieprzy. W tej rozdrabniarce Buck mieli koci i dodaje je do paszy, eby napcha zwierztom odki. A tak na marginesie - co zrobie ze zwokami?
- Zamknem je w szafie na wszelki wypadek.
- Co!? Takie zmasakrowane zwoki w mojej szafie!? Pojebao ci czy co!?
- Spokojnie! Opanuj si Bob - jego gupota zacza dziaa mi na nerwy - Zawinem je wczeniej w przecierada i stare szmaty, a flaki woyem do oddzielnego worka. Masz mnie za jakiego idiot?
- Rzeczywicie musiae robi to ju wczeniej.
- W rzeczy samej Bob... W rzeczy samej.
  Potem wrcilimy z powrotem do baru.
  Na zewntrz zrobio si ciemno, a mieszkacy Creek Town domagali si muzyki, alkoholu i jakiej nocnej rozrby. W pewnym momencie przed Leem Radskorpiona uzbiera si dwudziesto osobowy tum. Dopiero sprawna interwencja Boba, ktry powiedzia im o rzekomych problemach z zasilaniem, pomoga rozpdzi podenerwowanych mieszkacw. Ale jak to proci ludzie maj w zwyczaju - jeli nie mona pi w towarzystwie, trzeba pi w samotnoci. Siedzielimy w barze kilka godzin przy wietle wiec. Nie do, e nag alkoholowy ponownie zacz dawa o sobie zna, to jeszcze szlag mnie trafia z nudy. Ju od dwch godzin siedziaem przy stoliku czyszczc zakurzon bro. Czekaem a libacja alkoholowa skoczy si "zgonem" wikszoci mieszkacw. Jakby tego byo mao, co chwile Bob zerka na moj walizk, ktra cay czas leaa na stoliku przede mn. To utwierdzao mnie w przekonaniu, e nie mona mu ufa i dao do mylenia. Kto wie co tak naprawd uzgodni z Buckiem. Z zamylenia wyrway mnie sowa:
- Hej...! Kolego - krzykn z za baru Bob nieustannie wycierajc jego blat - O czym tyle mylisz?
  Popatrzyem na niego dajc mu do zrozumienia, e nie jestem w nastroju na czcze gadanie. Odpowiedziaem jednak:
- Wyobraam sobie, e chdo t paniusi co siedzi w szafie.
  Na twarzy Boba pojawio si obrzydzenie, ale zrozumia aluzj.
  Mimo to, najwyraniej nie dawaa mu spokoju zawarto walizki pana Mordino, cign wic dalej:
- A co masz w tej walizce? - powiedzia.
  Moja odpowied doskonale odzwierciedlia mj stosunek do niego, Bucka, szeryfa i w ogle caego Creek Town:
- Gdybym ci powiedzia, musiabym ci zabi. Jak dla ciebie moe by w niej gwno, ale i tak si nigdy w nim nie bdziesz tapla wic nie ma co cign tematu.
- Taki dowcipny? Pamitaj tylko, e gdyby nie ja, szeryf ju dawno by ci wypatroszy.
- Nie zapominaj, e i ty si ubabrae tym caym gwnem, szeryf zapewne nie lubi jego smrodu.
- Aaa... Zamknij si ju i lepiej przygotuj pidziesit kapsli, ktre zada Buck za sw pomoc.
- Mam nadziej, e Buck zdawa sobie spraw z tego, e gdyby odmwi musiabym go zabi?
  To zdanie uwiadomio Bobowi, e to nie jest zabawa. mier w tamtych czasach bya czym normalnym - o ile kto na ni zasugiwa. Jednak wpltanie swojego najlepszego przyjaciela w zabjstwo zastpcy szeryfa, to co innego. Buck by na krawdzi ycia i mierci nie zdajc sobie z tego sprawy. Bob o tym podwiadomie wiedzia - musia o tym wiedzie. Wychowa si na pustkowiu i zna prawa rzdzce nim. Wtedy bardziej ni mnie nienawidzi tylko samego siebie. Zachanno moga zgubi ich obu. Tak naprawd w tym wiecie nie ma miejsca na lito.
  Nie potrafi teraz powiedzie ile jeszcze spdzilimy czasu w Leu Radskorpiona. Wiem tylko, e nie odezwalimy si do siebie ani sowem. Dopiero, gdy miechy zapijaczonych mieszkacw ucichy. Bob przemwi:
- Id po zwoki, a ja przygotuj zaprzg.
  Wykonaem polecenie. Wycignem zwoki po schodach, a potem wrzuciem je na dwukoowy wz stojcy przed barem. Nasz rodek transportu zrobiony by z tylnej czci starego kabrioletu. Mia nawet skrzan tyln kanap winiowego koloru. Jako napd wykorzystywa byy dwa zaprzgnite brahminy. Gdy adunek znalaz si na pokadzie ruszylimy do hodowli Bucka.